WYZWANIE blogowe {lipiec} – 5 dni do lepszego bloga

Udostępnij ten post

Ostatni dzień wyzwania blogowego przede mną - tym razem należy opisać swój typowy dzień. 
Moje dni są przeważnie bardzo podobne do siebie i różnią się w zależności czy Mąż ma wolne czy nie ;) Tych pierwszych jednak jest więcej, więc to chyba one będą dziś typowe.
Dzień zaczyna się przeważnie od pytania, które zadaje mój Mąż, czyli: "Chcesz kawę? A śniadanie ci zrobić?" - tak, właśnie tak zaczyna się mój dzień ;) A wszystko przez to, że mój Mąż wstaje o 5:30 i zaczyna szykować się do pracy, a ja mogę jeszcze do 6 - 6:15 poleżeć (no...chyba, że Brzdąc ma inne plany co do mojej osoby) - później zaczyna się dzień. 
Pierwszą rzeczą jaką ostatnio robię po wyjściu Męża do pracy jest uspokajanie histerii Brzdąca, że "Tatuś posiedł do paci", a później najczęściej jest "pisianie" albo "ćitanie" czyli rysowanie kredką na kartce (lub parkiecie jeśli kartka okazuje się zbyt mała) lub przeglądanie po raz tysięczny książki "Zosia Samosia i inne wiersze", bo na ilustracjach jest "kotek hoopsii" (kotek śpi) i "buba" (krowa), więc to już automatycznie jest ulubiona książka Brzdąca ;)
Później robimy coś, co wcześniej nieco mnie denerwowało (bo jak to? to po co ja wstawałam tak wcześnie?) czyli Brzdąc idzie spać i tak mniej więcej do 10 mam nieco spokoju i czas na wypicie kawy (już zimnej!) i poranne zabiegi toaletowe oraz (niekoniecznie lubiane) sprzątanie mieszkania i doprowadzanie go do ładu. W tym czasie też najczęściej sobie coś tworzę i kombinuję, bo w końcu to czas dla mnie! ;)
Po drzemce bywa różnie i to już zależy od Brzdąca, bo:
  • ogląda bajki na youtube (to mam jeszcze pół godzinki wolnego)
  • woła o spacer (i wtedy idziemy na spacer i robimy drobne zakupy)
  • idziemy do dziadków* (i wtedy mam trochę spokoju znów).

Tak czy inaczej (w przypadku dwóch pierwszych opcji) ok. 13 zaczyna się samotna zabawa Brzdąca, bo przychodzi czas na gotowanie obiadu i moje ogólne przebywanie w kuchni, więc on albo się bawi, "ryśuje" albo ogląda jakąś bajkę (oglądanie przez niego bajki przeważnie wygląda tak, że bajka leci, a on robi milion innych różnych rzeczy i od czasu do czasu zerka w stronę monitora). 
Później z pracy wraca Mąż i...ogólnej radości nie ma końca, bo Brzdąc od razu biegnie się chwalić co on to zrobił i co on to się nauczył (czyli na przykład woła "piesek ścieka! ścieka!" hau!"), a następnie wszyscy zjadamy obiad i...tu już kończy się typowy dzień, a zaczyna się improwizacja ;) 
Bo albo siedzimy w domu i Brzdąc z Tatusiem zaczynają swoje zabawy, a ja oddalam się do swoich zajęć (jak jest paskudna pogoda) albo idziemy gdzieś na spacer i Oni gonią, a ja się toczę za nimi ;)
Po powrocie do domu to już tylko kolacja, kąpiel Brzdąca i próba przekonania go, że jest bardzo śpiący i czas spać (oraz próba przekonania mnie, że wcale aż tak śpiąca nie jestem i mogę jeszcze coś porobić, a nie zasypiać na stojąco) :)
A później to już typowy dzień kończy się...różnie ;) 


Pozdrawiam serdecznie, Aiden.


*to już zależy czy babcia / dziadziu są w domu

Ps. Ominęłam kilka szczegółów, ale to w końcu tylko szczegóły ;)


Dzięki wszystkim, którzy tu wpadali przez te kilka dni (a było Was więcej niż normalnie) i...zapraszam częściej ;) 


4 komentarze :

  1. Fajnie, że Twój maluch potrafi zająć się sobą sam, chociaż przez chwilę. Wczoraj koleżanka straszyła mnie, że moja mała, jeszcze w brzuszku, na pewno będzie wymagała uwagi 24/7 ;) Mam nadzieję, że jednak powieli Wasz schemat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego Ci życzę i mam nadzieję, że mój drugi Brzdąc też będzie potrafił się czasem sam pobawić ;) chociaż od tego będzie mieć starszego brata ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. moja Natalka jakoś nieumie się sobą sama zająć, a od kiedy od niedawna chodzi to już spokoju niemam wcale :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy dziecku, które niedawno nauczyło się chodzić chyba nigdy nie ma spokoju :P

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam do kolejnych odwiedzin!